Kimi no na wa – recenzja

Kimi no na wa (jap. 君の名は。- Twoje imię)

Film animowany z gatunku fantasy. Ukazał się w 2016r. Scenarzystą i reżyserem jest Makoto Shinkai. Produkcją zajęło się studio CoMix Wave Films, a dystrybucją Tōhō (które pracowało ze Studiem Ghibli oraz przy filmach Kurosawy).

Powstał na podstawie mangi o takim samym tytule, wydanej krótko przed premierą filmu, tj. 18 czerwca 2016r. Autorem jest również Shinkai.

O czym jest? 

Opowiada historię dwójki licealistów, którzy zamieniają się ciałami. Bezsens powiadacie? Nie do końca. Ale od początku.

Jedną z bohaterów jest Miyamizu Mitsuha (jap. 宮水 三葉 ). Młoda dziewczyna mieszkająca z babcią i młodszą siostrą w wiosce Itomachi. Wywodzi się z rodziny, która sprawuje opiekę nad świątynią, jednak nikt nie zna szczegółów z przeszłości, gdyż dawno wszystkie materiały pochłonął pożar. Wraz z siostrą sprawuje tam rolę miko, czyli tzw. „świętej dziewicy” (z shintoizmu – rdzennej religii Japonii) zajmując się świętymi rytuałami i wyrabianiem kuchikamizake (jap. 口噛み酒, sake robione z przeżutego ryżu – jedno z najstarszych rodzajów sake) dla boga opiekującego się świątynią. Dziewczyna marzy o ucieczce do Tokio, gdzie będzie mogła normalnie wyjść do kawiarni, u niej w wiosce nie ma takich rarytasów.

Kolejnym bohaterem jest Tachibana Taki (jap. 立花 瀧 ). Chłopak jest w wieku Mitsuhy. Mieszka w Tokio wraz z ojcem prowadząc zwyczajne życie młodego nastolatka. Po lekcjach dorabia sobie w restauracji jako kelner. Podoba mu się koleżanka z pracy Okudera-senpai. Interesuje się architekturą .

Pewnego dnia zamieniają się ciałami. Na początku obydwoje myślą, że to zwykły sen, jednak z relacji ich znajomych wynika co innego. Zaczynają więc prowadzić dziennik, aby pomóc sobie wzajemnie przetrwać ten fenomen. Mitsuha zaznacza dni na różowo, Taki na niebiesko. Przekazują sobie informacje o sobie, oraz o dniach, które przeżyli w innym ciele, typu „idziesz jutro na randkę z Okuderą-senpai! Powodzenia!”. Podczas wyprawy Taki jako dziewczyna poznaje rolę kuchikamizake oraz znaczenia słowa musubi (jap. 結び – węzeł, nić), które podczas filmu nabiera ogromnego znaczenia. Babcia tłumaczy to następująco:

 

„musubi to stare określenie naszego bóstwa strażniczego.

To słowo ma bardzo głębokie znaczenie. Oznacza „wiążącą nici”.

 Odnosi się do więzi między ludźmi. Oznacza też upływ czasu.

 To przejawy mocy boga. Dlatego właśnie sznury, które wyrabiamy

 są symbolem boskiego artyzmu oraz upływającego czasu.

 Nici najpierw się zbliżają i nabierają kształtu, potem okręcają się,

 plączą, czasem też prują się i pękają, by ostatecznie znów się połączyć.

 Musubu – wiązać. Jak czas.”

 

Mitsuha wspomina Takiemu o tym, że niedługo podczas festiwalu pojawi się kometa. Chłopak jest niezbyt wzruszony tą informacją, nie bardzo wie o co chodzi. Dzień po wspomnianym dniu, Taki budzi się w swoim ciele, jednak odczuwa, że coś jest nie tak, że już nigdy nie zamieni się ciałem. Zaniepokojony postanawia odwiedzić rodzinne miasteczko Mitsuhy. Nie zna jednak jego nazwy, ani dokładnego położenia. Podczas wędrówki w jednej z restauracji natrafia na byłego mieszkańca wioski, który rozpoznał miasto z jego rysunków. Kucharz wspomina, że w katastrofie zginęli niemalże wszyscy mieszkańcy. Taki odnajduje imię dziewczyny w księdze ofiar i wpada na jeszcze jedną wskazówkę – oprócz odległości dzielił ich również czas, gdyż od tragedii minęły 3 lata.

Nie mając wyboru Taki dokonuje decyzji, aby udać się do świątyni i wypić kuchikamizake Mitsuhy. Ma nadzieję, że to pozwoli mu zmienić bieg wydarzeń. Udaje się – budzi się w ciele dziewczyny w dniu festiwalu. Przekonuje przyjaciół, aby pomogli mu ewakuować mieszkańców.

Pięć lat później Taki kończy szkołę i szuka pracy. Przez cały czas żyje ze świadomością, że szuka jakiegoś miejsca, bądź osoby. W końcu we włosach pewnej dziewczyny dostrzega sznurek, jaki kiedyś nosił na ręce.

Co w nim fajnego?

Na początku filmu mamy styczność z bohaterami, którzy do końca nie wiedzą co się z nimi dzieje. Czasami płaczą przez sen, macają się po piersiach lub… indziej. Mają jakieś dziwne zachowania, nie kojarzą faktów, ani np. miejsca pracy. No właśnie, a dlaczego? Bo nie zawsze są sobą. Niekiedy po prostu się zamieniają ciałami. Wiem, że brzmi to jak tandeta, ale historia opowiedziana jest naprawdę fajnie. Mamy tu przemycony wątek miłosny, jednak w taki sposób, że jest przyjemny w oglądaniu. Bardzo mi się podobały przedstawione różnice gwarowe – podział na mowę żeńską/wiejską i męską/miastową, kiedy Mitsuha będąc w ciele Takiego chce zacząć zdanie, więc używa watashi (jap. 私  ja, formalne), widząc zmieszanie na twarzach kolegów zmienia na watakushi (jap. 私  ja, bardzo formalne), następnie boku (jap. 僕, nieformalne, poufałe, dla mężczyzn) i na końcu ore (jap. 俺, bardzo nieformalne, dla mężczyzn). Do tego ta kreska.. Cudowna. Zwróciłam też uwagę z jaką dokładnością oddane są rysy ołówka, albo chociażby kolejność i sposób pisania kresek w kanji – bardzo przyjemnie się na to patrzy. No i ta muzyka… Doskonała. Wpleciona idealnie do fabuły, wręcz między słowa bohaterów. Idealne połączenie. Nic dodać, nic ująć. Film potrafi szargać emocjami, więc ostrzegam osoby wrażliwe. 😛

Wcale się nie dziwię, że w 2016r. zgarnął tytuł najlepiej zarabiającego filmu roku w Japonii. W statystykach ogólnych jest na czwartym miejscu, więc też bardzo wysoko. Jak dla mnie – bomba. Jest odpowiednia dawka humoru i powagi. Z czystym sumieniem polecam – zobaczcie, bo warto.

 

Ocena na filmwebie: 8,3/10. Moja ocena: 10/10.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kimi no na wa – recenzja

  1. Otai Mabe pisze:

    Ja często zachęcam do tego filmu ludzi na zasadzie \”Heeej heeej, wiesz, że tła robił Polak?\”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.