Turniej „Star Realms” w Mag Planszowy (Wrocław) 9.12.2017 – Relacja

Tak się zastanawiam… Turniej trwał trzy godziny – ile to będzie słów? 😛
Jak dobrze wiecie drodzy Czytelnicy, przy relacjach lubi mnie odrobinę ponieść.

Opowieść zacznę od tego, jak trafiłem do Maga Planszowego. Social media to cudowna rzecz. Polubiłem fanpage Star Realms Polska i z listy najbliższych turniejów znalazłem – właściwie to admini fanpage’a wskazali mi turniej we Wrocławiu. Nikomu tłumaczyć nie muszę, że samą karcianką jestem wciąż oczarowany i pracuję nad recenzją. Jak na złość, komputer postanowił mi sprawiać problemy przy renderowaniu wideosuplementu do wspomnianej recenzji 🙁
Nadszedł ten dzień.  Sobota, dziesiąty dzień dwunastego miesiąca roku Pańskiego 2017.
Od rana nie chciało mi się ruszać tyłka z domu i żałowałbym mocno!

Mag Planszowy to ciekawy lokal. Sklep i miejsce do grania, w którym zbierają się miłośnicy gier bez prądu znajduje się we Wrocławiu na ulicy Szewskiej 31. Zaraz za drzwiami jest trochę ciasno, bo część sklepowa (i wypożyczalnia) zajmuje niewielki metraż. Bywało tam dość chaotycznie momentami, bo jak przybyłem po 14:00 to jeszcze trwał turniej w Magic: The Gathering. Turniej draftowy (gdzie gracze dobierają „na gorąco” karty z boosterków – zestawów 15 losowych kart) w najnowszy dodatek znany jako Unstable. Zapisy na Star Realms zaczęły się bezproblemowo i planowo o godzinie 15:00.
Około 15:30 zaczęliśmy pierwszą rundę rozgrywek.

Zanim rozpoczęliśmy grę, zrobiłem coś, co uważam za obowiązek każdego, kto zajmuje się reportażem.
Zapytałem organizatorów i uczestników czy mogę porobić kilka zdjęć, które możecie zobaczyć między akapitami tego tekstu.

Czternaścioro admirałów flot kosmicznych wzięło udział w wydarzeniu. Graliśmy w systemie szwajcarskim: 4 rundy, do jednego zwycięstwa. W tabeli liczone były punkty za wygrany mecz. Pod uwagę brana była ilość punktów autorytetu zwycięzcy. Nagradzane były dwa pierwsze miejsca i 3 nagroda wręczana była losowo wśród pozostałych uczestników turnieju. Trochę niestandardowe w stosunku do moich przyzwyczajeń i nawyków, ale miłe i dające szansę na otrzymanie nagrody.

Organizacja była świetna i sprawna. Nie mogę się przyczepić do czegokolwiek.
Nagrody też były fajne: gra planszowa, dedykowane pudełko na karty Star Realms i folie ochronne z logo gry.

Przejdźmy do tego, co interesuje was najbardziej, czyli same pojedynki. Jeśli uważnie czytaliście do tej pory, to wiecie, że rozegrałem cztery mecze.

W tym momencie zrobię małą pauzę, bo chciałbym przeprosić tych, których imion nie zapamiętałem.

Pierwsza walka. Moim przeciwnikiem był Marcin, z którym grałem towarzysko zanim rozpoczął się właściwy turniej. To było wtedy bardzo zabawne : )
Start w turnieju miałem dobry, bo udało mi się wygrać. Gra szła nam dosyć równo, karty podchodziły podobne. Mieszaliśmy style bardzo mocno. Wszystkiego po trochu – odrzucania, złomo
wania, dobierania i leczenia.


Druga walka poszła mi gorzej.
Przeciwnik był bezwzględny. Zawinął mi sprzed nosa Igłę Mimetyczną i w połączeniu z żółtym Pancernikiem zadał mi bolesny, ostateczny cios. Brakowało mi jednej tury, żeby wygrać. Chwilę wcześniej udało mi się odbudować odrobinę punktów Autorytetu.
No ale cóż, każda porażka to nauczka na przyszłość.
Trzecia runda należała do Izy – przesympatycznej blondynki, która mnie
zmiażdżyła czerwonymi kartami. Agresywna strategia grania Blobami nie zdała się na nic. Chwila moment i pozamiatano mną podłogę.
Co chwila kombinacje frakcyjne i obwarowywanie się posterunkami.
Kto by pomyślał, że tak miła dziewczyna, a taka niszczycielka Błażejowych marzeń o zwycięstwie 😉
Zagrałbym z Nią towarzyski rewanż, bo tak naprawdę mecz odbył
się w bardzo miłej atmosferze.
Ostatnia runda była trudna,
bo zmęczenie dopadało. Moja przeciwniczka co c hwile skubała mi autorytet kombinacjami czerwonych kart. I szło Jej to całkiem nieźle, do momentu aż zielone karty zgrabnie mi podeszły. Chciałem ten mecz wygrać szybko, dlatego zacząłem od zgarnięcia wszystkich możliwych zielonych kart. Udało mi się to wygrać.

Finalnie, zająłem szóstą pozycję w tabeli wyników.
I zgarnąłem trzecią nagrodę w turnieju 😀
Bo jak wspomniałem ( może i jeszcze nie 😉 ) nagradzane były dwa pierwsze miejsca i trzecia nagroda trafiała do jednego z pozostałych uczestników turnieju. Akurat padło na mnie 😀

Były to cztery (w porywach do pięciu) godziny spędzone w miłym towarzystwie i świetnej atmosferze.
Sam Mag Planszowy to całkiem fajnie wyposażony sklep z ogarniętą obsługą.
Jedyne czego mi brakowało to jakieś drobiazgi jako nagrody pocieszenia za uczestnictwo. Może
następnym razem dorzucą do puli małe przypineczki ze Star Realms?

Polecam wam wybranie się na kolejne turniej organizowane w tym miejscu. Niezła zabawa, mili ludzie.
Czego chcieć więcej w sobotni wieczór?

Ten wpis został opublikowany w kategorii One Shot, Wypadkowa na Gigancie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.