MakroRecenzja – OGNIK Cichociemny Hardybohater (2017)

Jest rok 1942. Do Polski okupowanej przez hitlerowskie Niemcy zostaje przerzucony Ognik, efekt polskiego projektu WAR. Misją tajemniczego superbohatera jest zniszczenie SS Übermenchen, niemieckiego komanda śmierci odpowiedzialnego za eksterminację polskich hardych podczas akcji AB. Na czele nazistowskiej grupy nadludzi stoi nieśmiertelny Otto von Aumbach, zwany Legionem.

Od powodzenia misji Ognika zależą losy nie tyko wojny, ale całego świata!

To podsumowanie – bezczelnie „pożyczone” ze strony wydawnictwa – bardzo dobrze oddaje tematykę i klimat tego komiksu należącego do uniwersum Jana Hardego autorstwa Jakuba Kijuca (spod jego ręki wyszły jeszcze komiksy takiej jak R.O.T.A., wspomniany Jan Hardy czy dwuczęściowy Lirnik opublikowany na łamach czasopisma Komiks i My).

Pierwszy tom rzuca nas bezpardonowo w sam środek akcji. Nie ma tutaj litości dla czytelnika. Jest szybko, konkretnie i tajemniczo. Jako pierwszy zeszyt z cyklu pobudził we mnie ciekawość oraz oczekiwanie na kolejne przygody. Pojawiłą się u mnie również chęć na to, żeby lepiej poznać Hardywersum. Problemem dla niektórych czytelników może być to, że fabuła mocno skacze w czasie czym wprowadza lekki chaos w opowiadanej historii. Tematyka fabuły oscyluje wokół sfikcjoniznowanego okresu II Wojny Światowej i cichociemnych – komandosów wysyłanych na okupowane tereny Polski w celach tworzenia ruchu oporu czy wojny partyzanckiej.

Równie chaotyczny jak fabuła jest styl rysunku jakim oprawiony jest ten komiks. Raz jest szczegółowo by kilka kadrów później było prosto – pokusiłbym się o twierdzenie, że jest symbolicznie. Nie uważam tego za wadę czy minus. Jest to coś innego niż to, do czego jestem przyzwyczajony od dziecka, kiedy czytało się Spider-Many, Dragon Balle i inne wydawane w naszym kraju komiksy. Ten styl to coś innego i wymaga przyzwyczajenia się.

Przyjrzyjmy się przez chwilę wydaniu tego komiksu. Format B5 wygodnie mieści się w dłoniach.
Wszystkie strony to wysokiej jakości druk na papierze kredowym o większej gramaturze, co nadaje zeszytowi lekkiego charakteru noweli graficznej. Ciekawym zabiegiem jest to, że
Ognika możemy mieć w dwóch wariantach okładki! Oryginalnej oraz tej autorstwa Krzysztofa Nowaka.
Możliwość wyboru frontu i pewne smaczki ukryte nasuwają mi skojarzenia z amerykańskimi wydaniami komiksów Marvela. Sam projekt głownego bohatera wyglada
na odrobinę inspirowany Iron Manem i Star-Lordem (moje subiektywne odczucie – uprzejmie proszę nie linczować mnie za to 😉 ). W środku – oprócz wspominanej wcześniej historii – znajdziemy również kilka stron z tekstem, m. In. Wprowadzenie od Autora, w którym opisuje genezę komiksu, słowniczek pojęć z Hardywersum oraz stronę poświęconą na „listy od fanów” (TM-Semic jak w mordę strzelił 😉 )

 

Ta recenzja nie byłaby pełna, gdybym nie wspomniał choć słowem o dystrybucji zeszytów z Ognikiem i innymi bohaterami stworzonymi przez Jakuba. Wiedzieliście, że te komiksy można dostać za kompletną darmochę? No dobra… nie do końca, bo trzeba zapłacić za przesyłkę.
Wydawnictwo
Materia Komiks poprzez stronę i sklep internetowy Jana Hardego (www.janhardy.pl) pozwala nam „wziąć” komiks za darmo lub wesprzeć autora finansowo wybierając jeden z progów (np. kupić po kosztach druku). To super sprawa, która daje ogromne poczucie wolności. Ja wspieram Hardywersum, ale jeśli obawicie się wyrzucenia pieniędzy w błoto, to zawsze macie kilka opcji do wyboru 😉 Serio, polecam wziąć jeden na próbę i zobaczyć samemu. Jeśli uznacie, że warto to zachęcam do czytania i wspierania tej inicjatywy.

Ognika polecam wszystkim, którzy chcą poznać coś nowego i rozszerzyć światopogląd komiksowy. Mieliście już styczność z Janem Hardym albo Ognikiem?
Podzielcie się z nami swoją opinią na ten temat w komentarzach pod recenzją lub na Facebooku.

Buarey Hardybohater

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.