Open House w Mag Planszowy/Board Mage (6.01.18) – Relacja

Święto „Trzech Króli” w tym roku było dla mnie bogate w atrakcje. O koncertach w Klubie ALIVE mogliście przeczytać w zeszłym tygodniu (link), natomiast teraz opowiem wam o pozostałej części dnia. Zapraszam was do zapoznania się z relacją z „Open House Magic: The Gathering”, którą napisałem w kooperacji z moją siostrą 😉

Mag Planszowy/Board Mage tworząc to wydarzenie nie wiedział, że trafi idealnie w punkt nostalgii. W Magic:The Gathering (M:TG lub MTG) grałem namiętnie za czasów gimnazjum/szkoły średniej. Nie byłem jakoś wyjątkowo dobry w tę kolekcjonerską grę karcianą, ale rozgrywki z kolegami po prostu sprawiały przyjemność. Wyobraźcie sobie piątkę (czasami więcej) gówniarzy zabierających ławę z salonu, bo „my będziemy grać w Medżika”. Piękne, proste czasy.

Od 7 edycji mijały kolejne lata. Zdarzało mi się pogrywać trochę, budować talię, bawić się moją kolekcją, ale bez większego zaangażowania. Ostatni raz grałem dwa lata temu ze znajomymi w Łodzi. „Open House” był świetną okazją, żeby odświeżyć sobie tę grę i jej zasady.

Przemek – właściciel Maga Planszowego i organizator wydarzenia – przybył kilka minut po 10:00. Te kilka minutek opóźnienia nie wpłynęło na dobre humory ludzi oczekujących przed sklepem. Oprócz mnie, siostry i Jej partnera Pabla czekało tam już ponad dziesięć osób. Jak się później okazało, dwie z nich (Sławek i Przemek), przyszli pomóc w nauce gry. Ja i Pablo wymagaliśmy tylko odświeżenia umiejętności. Martyna była absolutnie zielona w temacie. Imprezy typu „Open House” są świetną okazją ku temu by sobie przypomnieć lub nauczyć się grać, ponieważ wydawca gry zapewnia darmowe talie demonstracyjne. Proste konstrukcje obejmujące podstawowe mechaniki i proste kombinacje, ale bardzo dobrze zbalansowane. W takim pudełeczku z „demo deckiem” znajdziemy dwa trzydziestokartowe pakiety, które mogą służyć za osobne talie albo możemy je połączyć w jedną, dwukolorową.

 

Przemysław, jak już ogarnął się z porannego roztargnienia, błyskawicznie przeszedł do działania. Robiąc „listę obecności” rozdawał nowym graczom karty z numerem DCI – to taki magiczny numer identyfikujący jakby ktoś chciał się bawić na innych wydarzeniach typu turnieje – oraz talie, o których pisałem wcześniej. Rachu, ciachu i wszyscy siedzieli przy stoliczkach.

Nie mogło się obyć bez mojego przedstawienia się jako redaktora Wypadkowej Przypadku i poproszenia o zgodę na robienie zdjęć. Kultura w końcu musi być 😉

Sławek, którego będziecie mogli usłyszeć w filmiku poniżej, to przemiły i cierpliwy człowiek. W końcu pomagał mi przypomnieć jak się gra i uczył Martynę (moją siostrę). Od czasów kiedy bawiłem się w MTG kilka rzeczy ewidentnie się zmieniło. Chyba, że to my wtedy źle graliśmy??? Rozegrałem z Nim trzy partie i jeśli mnie pamięć nie myli, to dwie z nich wygrałem. Przepraszam, że się w pewnym momencie pastwiłem nad Tobą Sławku 😉 Kiedy mój dopakowany Shivan Dragon czekał żeby zadać Ci ostateczny cios 😉 Facet jest świetnym instruktorem i jeszcze lepszym graczem. Chciałbym zagrać przeciwko Niemu w normalnych warunkach i bardziej rozbudowanym deckiem.

W normalnym przypadku rozpisywałbym się na temat każdej potyczki, wymieniał szczegóły i podawał wyniki. Tym razem chciałbym się skupić na ludziach. Bez nich nie byłoby tego „Open House’a” i tego fajnego klimatu. Na szczególną uwagę w tym dniu zasłużyli dwaj nowicjusze: Alek i Daniel, którzy są podopiecznymi Pana Oskara – kierownika działu opiekuńczo-terapeutycznego Domu Pomocy Społecznej z Ostrowiny. Obaj chłopcy zarazili się pasją do MTG od syna Pana Oskara – Wiktora. Widać było, że bardzo łatwo przychodzi im zrozumienie zasad gry oraz opisów kart. Ci dwaj uczniowie Zespołu Placówek Specjalnych w Oleśnicy mogli – dzięki grze i wsparciu opiekuna – szlifować swoje umiejętności w posługiwaniu się językiem angielskim. To genialna inicjatywa, żeby młodzież uczyć języków obcych i strategicznego myślenia przy pomocy gier „bez prądu”. Jestem pełen podziwu dla Nich i jeśli dalej będą grali, to liczę na kilka towarzyskich partyjek. Szkoda, że musieli wcześniej uciekać. Słyszałem ze sprawdzonego źródła, że już myślą o kolejnych wizytach w Magu Planszowym 😉

Pięć godzin uciekło momentalnie. Jednak uważam, że było warto. Nie dlatego, że darmowe karty. Warto było poznać nowych ludzi i przypomnieć sobie starą grę.

Tego dnia, Maga Planszowego odwiedziło około trzydzieści osób. Nie miałem okazji grać z każdym, ale każdą potyczkę miło wspominam. Niezależnie od jej wyniku 😉

Dziękuję Przemkowi i Magowi Planszowemu za zorganizowanie mi nostalgicznej wycieczki po moich wspomnieniach, świetną zabawę i możliwość poznania nowych osób.

Bywacie na takich wydarzeniach jak „Open House”? Byliście na opisywanym tutaj wydarzeniu? Podzielcie się z nami waszymi opiniami i wspomnieniami

A jeśli jesteście z Oleśnicy i macie ochotę pomóc rozwinąć skrzydła dwóm młodym Plainswalkerom -Danielowi i Alkowi – to tym bardziej dawajcie znać!

Legendary Creature – Buarey

Co ja mogę dodać od siebie na temat tego wydarzenia skoro już w sumie wszystko zostało napisane?? Chyba znajdzie się kilka moich odczuć.

Na początek szybkie i sprawne ogarnięcie spraw organizacyjnych przez Przemka. Widać, że w Magu Planszowym takich eventów jest wiele więcej. Następnie ze względu na już sporą liczbę przybyłych osób, podzieleni zostaliśmy na dwie grupy. Ja i Pablo zostaliśmy na górze razem z Panem Oskarem, Wiktorem, Danielem i Alkiem. Reszta zeszła do podziemi.

Jak już wiecie Magic: The Gathering to od zawsze była dla mnie gra z kosmosu. Nigdy nie mogłam zrozumieć Buareya i reszty jego kolegów jak można w to tyle grać. Widząc tylko karty wydawało mi się to głupie… może zbyt skomplikowane… sama nie wiem. Jednak dałam mu się namówić żeby wolny dzień spędzić w Magu i chociaż spróbować zrozumieć zasady gry. Pabla nie trzeba było długo namawiać, ponieważ grywał w tę karciankę przez internet.

Przemek w kilku szybkich krokach wyjaśnił nam znaczenie kart i ogólne zasady gry. Trochę się przeraziłam, a z drugiej strony byłam pełna podziwu dla Daniela i Alka. Miałam grać z Pablem, który okazało się, że nie do końca pamiętał zasady, a ja po wysłuchaniu „Tutorialu” czułam się jakbym słuchała kogoś kto mówi do mnie po chińsku. Niech mnie nikt źle nie zrozumie… Nie mówię tu o tym, że źle zostało to wyjaśnione. Mój mózg tego nie ogarnął za pierwszym razem. I tu niesamowite słowa uznania dla podopiecznych Pana Oskara!!! Okazało się, że ja siedzę jakby w innym świecie a Chłopaki po prostu zaczęli grać. Tłumaczyli także na głos możliwości kart i co mogą w tym momencie zrobić. Okazało się, że zasady gry nie sprawiły im większych kłopotów. Z pewnością mieli także świetnych nauczycieli w postaci swojego opiekuna i jego syna. Chłopaki jesteście moimi mistrzami !!!

Po pierwszej rozgrywce Wiktor postanowił zagrać z Pablem i przypomnieć mu w ten sposób zasady zabawy. Mimo młodego wieku, świetnie posługuje się językiem angielskim. Dzięki temu łatwiej było im się porozumieć. W międzyczasie zeszłam na dół, gdzie usiadłam do stołu ze Sławkiem, który ma niesamowite zdolności dydaktyczne. Pierwszą rozgrywkę zagraliśmy w otwarte karty, a mój przeciwnik dokładnie (wręcz kolokwialnie mówiąc łopatologicznie) wyjaśnił mi krok po kroku do czego służy każda karta, co to są many, co według kart które mam „w ręku” mogę zrobić etc. Następną partię postanowiłam zagrać w pół otwarte karty – co oznaczało, że nie widzieliśmy tego co mieliśmy w rękach, ale jeśli nie rozumiałam posiadanej przeze mnie karty (bądź miałam jakiekolwiek wątpliwości) szybko mi tłumaczył. Zdarzało się, że w celach naukowych zagrywał tak jakby nie wiedział jaki będzie mój następny ruch. Jestem niesamowicie wdzięczna Sławkowi, że odczarował mi „Ten Kosmos”.

Ze Sławkiem zagrał również Pablo, ale ich gra szła już dużo płynniej niż moja nauka.

Spędziliśmy, w Magu Planszowym świetny dzień. 5 godzin eventu zleciało bardzo szybko. Z Pablem postanowiliśmy sobie zakupić pudełka i folijki na swoją Demo talie. W tajemnicy Wam powiem, że Pablo zaraz po powrocie do domu znalazł w internecie okazje i zakupił dużą ilość kart za bardzo niewielką cenę – około 30 złotych . Mistrz okazji 😀

Dzięki wszystkim za świetnie spędzony czas !!

Martyna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii One Shot, Wypadkowa na Gigancie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.