MakroRecenzja: Warcraft: Początek (2016)

Był początek sezonu letniego. Wraz ze znajomymi poszliśmy do naszego małego kina w Mrzeżynie.
Dzień był ogólnie ciepły i słoneczny.
Kto by się spodziewał, że będę miał przyjemność obejrzeć kawał niezłego fantasy.

7739725.3

Prawda jest taka, że większości z was nie trzeba przedstawiać tego filmu.
Żeby ten wpis był bliższy pojęcia recenzji, postaram się wprowadzić tutaj rys fabularny.
Jest to klasyczna historia walki dobra ze złem. Dzięki potędze czarnoksiężnika Gul’dana i magii płynącej ze Spaczenia, orkowie budują portal ze swojego świata, do krainy Azeroth, zamieszkałej przez ludzi, krasnoludy, elfy i inne fantastyczne rasy. Inwazja zaburza spokojne istnienie tego świata.
Opór najeźdźcom stawiają ludzie, między nimi Anduin Lothar (Travis Fimmel – Ragnar z serialu „Wikingowie”). Ale wewnątrz Hordy pojawia się ziarno zwątpienia w Gul’dana i drogę jaką obrali orkowie…

Cóż mogę powiedzieć o tym filmie. Może zacznę od tego, iż poszedłem do kina zaciekawiony.
Ale jednocześnie bez tego nakręcania się, bo jakoś nigdy nie byłem wielkim fanem serii.
Grałem w drugą część jeszcze na PSX’ie. Dziwnie to brzmi – grać w strategię na konsoli do gier…
Później, część 3 i dodatki, oraz World of Warcraft ominęły mnie z czysto prozaicznej przyczyny.
W okresie największego „boom’u” nie miałem sprzętu, który by te gry obsłużył.
Nie znaczy to, że nigdy nie grałem i nie znam tła fabularnego dla tej serii.
Krótko, bo krótko, ale miałem przyjemność pograć w World of Warcraft.
Pozwoliło mi to podejść do filmu na świeżo – bez żadnych nadziei i uprzedzeń.

Czas przeanalizować i ocenić tę produkcję.
Zacznę ot tego, że w kwestii audio-wizualnej film nie zawodzi!
Przyznam, że czasami było widać „green screen”. Ale to tylko w kilku momentach.
Ciężko opisać ile było nawiązań i drobnych „mrugnięć okiem” do widzów-graczy.
Do moich ulubionych należy moment, kiedy z rzutu izometrycznego pokazany jest rozwój siedlisk orków.
Jeśli patrzeć na to tylko z tej strony, to jest nadzieja dla filmów opartych na grach.

Czas zająć się bohaterami. Tutaj zawarte mogą być spojlery. Więc, żeby nie było, ostrzegałem.
Wybaczcie, ale skupię się na trzech głównych postaciach, wokół których toczyło się najwięcej wątków fabularnych. Może poświęcę jeszcze jeden akapit na postacie poboczne.

Anduin Lothar grany przez Travisa Fimmela, to postać o dosyć prostej konstrukcji.
Typowy dobry. Nie znaczy, że jest postacią płaską, bo w trakcie filmu, poznajemy część Jego przeszłości i ważne wydarzenia, które Go ukształtowały. Honorowy, dumny, ale nie pozbawiony wrażliwości. Patrząc na tę postać i grę aktorską, cały czas widziałem Ragnara z „Wikingów”.
Takiego trochę mniej dzikiego, stabilnego psychicznie, ale Ragnara. Nie uważam tego za jakąś wadę. To tylko nieodparte wrażenie, które zostało po obejrzeniu wszystkich sezonów serialu z History Channel.

88472bf42eee229c004144c82ba209f5

Ciekawą postacią, która jest najmocniejszą częścią tego filmu, jest przywódca klanu Lodowych Wilków.
Ork Durotan, to postać skonfliktowana. Z jednej strony chce nowego świata dla swojego klanu. Z drugiej strony, dostrzega co magia Gul’dana zrobiła z ich dawnym światem i co robi teraz z miejscem, które próbują podbić. Inteligentny, rozważny. Dowódca stawiający dobro swoich pobratymców ponad swoje własne.

Warcraft

Zły tego filmu. Gul’dan. Orc władający magią Spaczenia. Do tego stopnia zawładnięty rządzą władzy, że jest gotów odrzucić wszystkie zasady i honor orków.
Z antagonistami w tym filmie jest taki problem, że w sumie rzeczy są złe i tyle.
Są dosyć sztampowe. Standardowe bym powiedział. Gul’dan nie jest jedynym złym w tym filmie, ale żeby nie zepsuć nikomu oglądania filmu, w tym miejscu zakończę ten akapit.

warcraftmovie

Warcraft, to nie tylko te trzy postacie. Pojawia się tutaj dużo większa grupa postaci.
Jako, że jest to pierwszy film, to ich wątki nie są rozbudowane, a postacie dopiero są zarysowywane.
Nie są to postacie złe, mają dosyć spory potencjał. Ale to raczej musimy poczekać na kolejne części.

Podsumowując całość. Warcraft: Początek, mimo faktu, że nie porwał mnie i nie zerwał mi skarpetek, jest filmem dobrym. Solidnym kawałem fantasy w stylu Dungeons&Dragons.
Dla kogo jest ten film? Przede wszystkim dla graczy znających uniwersum. Oni wyciągną z niego najwięcej. Ale przeciętny zjadacz chleba, który nie zna tego uniwersum, a lubiący fantastykę, nie powinien się nudzić. gra aktorska jest mocna, efekty specjalne bardzo dobre, choreografie walk dają sobie nieźle radę, kostiumy są dosyć wiarygodne.
Mój werdykt? Warto obejrzeć. 4 na 6 Wypadkowych Uśmieszków!

//Buarey

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.