MakroRecenzja: Real Grade Strike Freedom Gundam

W dzisiejszej recenzji, chciałbym podzielić się moimi doświadczeniami, bólem, trudem i znojem, stresem związanym z tym modelem 😉

Werbel poproszę…

Dla państwa dzisiaj Real Grade Strike Freedom.

Moja przygoda z modelami Gundam’ów zaczęła się kilka lat temu. Wielkie roboty kocham od dziecka (pamiętny Generał Daimos na Polonia 1), a Gundam’y od kiedy na kanale Italia 1 zobaczyłem serie Wing. Nie rozumiałem co gadają, bo pełny włoski dubbing, ale oglądałem. Moja miłość do Mecha przygasła trochę po roku 2006, żeby wrócić jakoś w okolicach roku 2014.
A wszystko przez to, że ogólnie wróciła miłość do anime i na allegro znalazłem swój pierwszy model GunPla (High Grade Strike Gundam).
Własnego Gundam’a chciałem mieć od zawsze. I od niedawna wszystkie te marzenia stopniowo spełniają się.
Strike Freedom jest moim drugim modelem ogólnie, kupionym przypadkowo. Prawda jest taka, że nie pamiętam okoliczności jego zakupu. Najprawdopodobniej była to okazja z Allegro/OLX. Pamiętam, że składałem go kilka dni, kiedy mieszkałem w Łodzi.
I sama budowa była, mimo że długa i trudna, to jednak efekt finalny był bardzo satysfakcjonujący.
Wtedy była długa i trudna, ponieważ był to spory przeskok w mojej modelarskiej karierze z High Grade do Real Grade.
I to ten model spowodował, że darzę te linię ogromną miłością. Taką bezgraniczną. Ale nie bezkrytyczną 😉

Mała przypominajka: Real Grade to linia modeli GunPla w skali 1/144, nastawiona na realizm projektu i ogromną ilość szczegółów. I malutkich części 😉

Strike Freedom, to maszyna pilotowana przez Kirę „Jezusa” Yamato w serii Gundam Seed Destiny.
ZGMF-X20A, bo taką nazwę kodową posiada ta maszyna wg. kategorii nadawanych przez ZAFT (fikcyjną organizację wojskową z uniwersum Gundam SEED), to jednostka projektowana z nastawieniem na szybkość i mobilność, wg. specyfikacji jaką dostarczył pilot.
Oprócz standardowego uzbrojenia i opancerzenia, Strike Freedom wyposażony jest w kilka systemów, które odróżniają Go od innych maszyn. Pierwszym jest to, że cała maszyna, włącznie ze szkieletem wewnętrznym, wyposażony jest w Variable Phase Shift Armor (technologia pancerza, która chroni maszyny przed bronią konwencjonalną i energetyczną (do pewnego stopnia), polegająca na zmianie wytrzymałości pod wpływem przepływu energii przez konstrukcję).
Uzbrojenie Strike Freedom nastawione jest na walkę w dystansie. Świadczą o tym wyposażenie maszyny w dwa railgun’y (działo elektormagnetyczne – pocisk z tej broni rozpędzany jest przy pomocy sił magnetycznych. Ciekawostka, taka technologia istnieje w naszym świecie i rozwijana jest przez Amerykańskie wojska na potrzeby Marynarki Wojennej.), dwa karabiny energetyczne (które mają możliwość łączenia się w jeden, zwiększając siłę strzału) oraz DRAGOON’y (system broni zdalnej, który działa jako wsparcie pilota w walce).
Do walki w zwarciu Strike Freedom używa mieczy energetycznych oraz tarczy energetycznych ukrytych w przedramionach maszyny.
Tak potężna broń, jakim jest ZGMF-X20A napędzany jest zaawansowanym technologicznie reaktorem jądrowym, a do poruszania się w przestrzeni kosmicznej, zaimplementowano w nim Voiture Lumiere, który używa skompresowanych cząsteczek światła by wprawić robota w ruch.

Po tym względnie krótkim wprowadzaniu, czas na opis zawartości pudełka.
Za 3000 jenów (cena na dzień premiery) otrzymujemy dziesięć ramek kolorowych części. Trzy matowo złote z elementami szkieletu wewnętrznego; jedna chromowane złoto z częściami plecaka tzw. skrzydłami; jedna ramka multi-kolor, jedna szara, dwie niebieskie, dwie granatowe i ramka z białymi elementami. Standardowo jest jeszcze 16 stron ilustrowanej instrukcji w języku japońskim oraz arkusz naklejek.

Po zakończeni prac, otrzymujemy świetny model. Świetny, ale nie bez wad.
Plastik, szczególnie biały, jest dosyć delikatny. W moim przypadku, w trakcie przeprowadzki uszkodzeniu uległ bolec (peg), na którym mocowany jest zawias trzymający railgun. Co ironicznie zabawne, w trakcie demontażu w celu napraw, urwałem drugi peg. Dziękuję Mamo, że musiałaś głośno gadać w przedpokoju z koleżanką, kiedy ja siedziałem przy precyzyjnej robocie -_-
W moim egzemplarzu, bardzo irytujące jest zjawisko wyskakujących barków. Przy pozowaniu zdarza się, że pancerz na barku po prostu robi takie „pop-up” i sobie spontanicznie odpada.
O dziwo, model jest dosyć stabilny. Co jest lekko zadziwiające przy tak dużym plecaku 😉
Trochę wprawy z pozowaniem i można osiągnąć kilka ciekawych póz w pozycji stojącej.
Moim zdaniem, przy tych gabarytach i tle historycznym, najlepiej będzie się prezentował w dynamicznej pozie na podstawce.
Przed przeprowadzkami, sam korzystałem z tego rozwiązania. I Strike Freedom wróci na podstawkę przy pierwszej nadarzającej się okazji 😉

 

 

Zestaw z pudełka zawiera w sobie model i kilka dodatkowych elementów.
Są to:
– Trzy zestawy dłoni (standardowe RG, dłonie do trzymania karabinów, zaciśnięte pięści oraz ekspresyjne dłonie)
– efekt tarczy energetycznej oraz efekty mieczy energetycznych
– adapter do zamocowania modelu na Action Base

Figurka jest bardzo ekspresyjna. Ma ogromne możliwości do pozowania. Ze względu na brak podstawki, nie jestem w stanie pokazać większej ilości wariacji.
Ciekawym rozwiązaniem konstrukcyjnym jest to, jak przechowywane są karabiny, kiedy nie chcemy ich używać.
Mała transformacja, czyli obniżamy elementy pancerza tzw. back skirt oraz przesuwamy railguny na tył modelu. W tym momencie powinny się ujawnić zawiasy, w które delikatnie wciskamy karabiny. Najlepiej oddadzą to zdjęcia poniżej.

 

Strike Freedom znany jest ze swojego trybu „Full Burst”, w którym montujemy dodatkowe elementy efektowe w miejscu DRAGOON’ów (elementy te wypuszczono w ramach linii Premium Bandai). A same DRAGOON’y montujemy na wyspecjalizowanej podstawce z dodatkowymi ramionami. W trybie „Full Burst” barki modelu rozsuwają się i odsłaniają część z złotego szkieletu.

Lekcja z tego modelu dla wszystkich jest taka. Uważajcie i pilnujcie się przy nich, bo o uszkodzenia łatwo.
Czemu to mówię? Wspominałem już o tym, że ułamałem pegi. Na szczęście udało się je naprawić.
Dzięki pomocy Ranalcusa i Frankona, którzy chętnie dzielili się wiedzą, poradami i narzędziami, udało się mój egzemplarz doprowadzić do stanu zadowalającego. Nie jest to idealna robota, bo koniec końców pegi są lekko krzywo przymocowane, ale działa i jakoś wygląda.
Początek walki wyglądał standardowo. Klejenie i liczenie na to, że będzie działać.
Pech to pech, no i sam klej nic nie dał.
Trzeba było posłuchać rad mądrzejszych kolegów i połączyć pegi z korpusem metodą pin’owania, czyli trzeba było wstawić w środek plastiku metalowy trzpień.
Żeby to zrobić, musiałem kupić małą wiertarkę ręczną i wiertła (dzięki M-Zone Wrocław za świetne zaopatrzenie sklepu i porady 🙂 ) oraz spinacze do papieru. Tak, takie zwykle stalowe. W plastiku musiałem zrobić otwory na trzpień, a spinacze po prostu dociąć na odpowiednią długość. Żeby naprawy miały sens, metalowy bolec wkleiłem przy pomocy super glue.

 

Na sam koniec, żeby mieć sto procent pewności że znowu się nie urwie, użyłem dwuskładnikowej masy epoxy Miliputt w białym kolorze, żeby wypełnić ubytki.

Trochę szlifowanka i finito 😀

Ta radość z faktu, że własnoręcznie naprawiłem to co zepsułem, a nie poszedłem na łatwiznę kupując drugi model i podmieniając części 😉 Mimo, że koszt napraw przewyższył w sumie koszt nowego.
Przy okazji napraw dokonałem małej modyfikacji w modelu, bo pozbyłem się paskudnych złotych naklejek z czerwonego elementu na przedramieniu i pomalowałem ścianki tego elementu złotym Gundam Markerem.

Jako ostrzeżenie na koniec i przypomnienie o delikatności modeli z linii Real Grade wrzucam zdjęcia małego wypadku przy naprawach. Złamałem szarą antenę na głowie modelu. Tutaj, na szczęście, nie trzeba było bawić się w wiercenie i wklejania trzpienia 😉

Czas na podsumowanie tego i tak długiego tekstu.
Jeśli tak jak ja kochacie linię RG, to kupować jak tylko uda wam się znaleźć ten model. Bo ostatnio nawet „japońskie używki” (modele, które u nas byłyby traktowane jako nowe; nie złożone) są ciężko dostępne.
Fenomenalnie się prezentuje z naklejkami i bez. Separacja kolorów i artykulacja jest genialna.
Problemem jest to, że trochę trzeba się z nim obnosić jak z jajkiem.
I uważajcie przy składaniu. Nie bawcie się stawami, dopóki nie złożycie całego elementu. Ja tak mam, że coś muszę zepsuć w trakcie składania. W tym przypadku nogę (przez co ruchomy pancerz na kolanie jednej kończyny nie rozsuwa się za bardzo).
Aktualnie, cena używanego modelu oscyluje w granicach 2200 yen (ok. 70 zł – w zależności od kursu waluty).

A czy wy macie doświadczenia z tym modelem, bądź podobnym?
Naprawiacie swoje modele? Czy po prostu wyrzucacie i kupujecie nowe?

//Buarey

PS. Oh, Ironio. Oh, Prawo Murphiego chyba, bo w trakcie robienia zdjęć, znowu złamałem V-Fin (widać to na zdjęciach)

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.