MAD MAX: Fury Road czyli jak można gonić i łapać oddech.

Aloha!
Nie ma to jak zapodać sobie Frank Marino & Mahogany Rush Live, odpalić fajkę i zacząć pisać!
Dziś napiszę recenzję filmu Mad Max: Fury Road. Wziął się za to człowiek odpowiedzialny za poprzednie części Mad Max’a czyli George Miller. Przejdźmy więc teraz do pierwszej części.
W Mad Max’ie główny bohater grany przez Mel’a Gibson’a jest policjantem ścigającym przestępców w postapokaliptycznej Australii. W ciągu wydarzeń najeźdźcy plądrują jego dom i zabijają rodzinę. Max mści się na nich i porzuca swoje życie jako policjanta. Film miał bardzo mały budżet i chodziło w nim o efektowne kraksy samochodów i bądźmy szczerzy… był po prostu nudny.

Mad-Max-Fury-Road-Pictures
(Doooobry Max… Max spokojny…)

Druga część, Wojownik Szos, opowiada historię o tym jak Max, wędrujący z miejsca na miejsce, zmuszony jest pomóc osadnikom by ci mogli znaleźć sobie lepsze miejsce do życia. Tutaj twórcy położyli duży nacisk na fabułę a i akcja w filmie była po prostu dobra. Tak samo było w trzeciej części. Dlaczego o tym mówię? Znudzony już jestem tym co dzieje się na rynku filmowym- nacisk na akcję jest tak ogromny, że nie ma czasu zastanowić się nad fabułą. Przykładów jest wiele i wystarczy pójść do kina. Aczkolwiek kiedy usłyszałem o nowym Mad Max’ie i o tym kto go kręci pomyślałem sobie, że jeżeli Mad Max jest Miller’a to czemu miałby napaskudzić we własne gniazdo?

(Trailer nijak się ma do filmu…)
Przyszła premiera, zamknąłem się na recenzje i opinie innych. Powiedziałem sobie, że muszę zobaczyć to co zostało z naszego Wojownika Szos. Kupiłem bilet, wziąłem kolegę i ruszyliśmy. W sali kinowej jak zwykle zapalone światła i reklamy. Tak jak zwykle komentowaliśmy wszystko co nam puszczają. Pojawiły się kolejne zwiastuny krwawych, tandetnych, horrorów, aż w końcu człowiek zmęczony czekaniem doczekał się. „My name is Max” wypowiedział Tom Hardy. Otoczony zewsząd kamienistą pustynią, stał bez ruchu i w jakiś sposób mnie zaczarował. Był Max’em. Wiedziałem to gdy tak stał i się nie ruszał. Ruszył się, coś go spłoszyło. Wsiadł do samochodu i wcisnął gaz a samochód ryczał jak powinien. Razem ze swoim krążownikiem zaczął uciekać przed Trepami.

mad-max-fury-road-new-images-and-charlize-theron-discusses-her-character1

(ZŁY MAX! MAX NIEDOBRY!!!)

Nie będę zdradzał co dalej, choć bardzo bym chciał. Max grany przez Hardy’ego nie był Bane’m z Mrocznego Rycerza, nie był też Max’em z poprzednich części… był inny bo nie chcę powiedzieć, że lepszy. Dostaliśmy tutaj nie cwaniaka, nie kolesia który wszystkich kopie bez wysiłku. Dostaliśmy zezwierzęconego wojownika który robi wszystko by przetrwać. Mało mówi, kiedy się porusza robi to instynktownie, kiedy mówi, mówi tylko tyle ile trzeba i to co myśli i czujemy, że jest wyrzutkiem.
Co do świata przedstawionego. Niczego mu nie brakuje. Do tego powiem, że klimat z poprzednich części jest utrzymany w tej samej konwencji. Ludzie są poubierani w skórzane stroje „sado-maso”, wszystko jest osadzone w postapokaliptycznej rzeczywistości, pustynie, kaniony, mokradła, SAMOCHODY które wyglądają czasem jak małe prowizoryczne czołgi. To świat prawie dotykalny. Dzięki efektom specjalnym które zastosowali twórcy i narracji dostaliśmy wreszcie świetnie wyglądające postapokaliptyczne kino! Nie ujmując niczego oczywiście „The book of Eli”.
A co do samej narracji. Choć jest to kino akcji jest ono dobrze wyważone. Jest wątek romantyczny w którym wreszcie jakoś ta chemia się rozwija i jest całkiem logiczna (piję tutaj do wątku miłosnego między krasnoludem a elfką z Hobbit’a). Jest czas i miejsce na to żeby posłuchać o tym co się dzieje w tym świecie, kto jest kim, z kim i dlaczego. Sama akcja nie toczy się też TAK SZYBKO żeby nie widzieć co się dzieje. Właściwie nie było nigdzie zastosowanego efektu „slow motion” po to by widz mógł „odetchnąć” pod nadmiarem akcji. Jest to zrobione w taki sposób, że oczy nadążają za tym co dzieje się na ekranie.
Efekty specjalne stanowią tutaj tylko tło. Nie są na głównym planie. Aktorzy naprawdę pędzili samochodami po pustynnych drogach, wiele konstrukcji było zbudowanych, samochody także były prawdziwymi pojazdami a nie tylko wózkami które zostały obrobione w postprodukcji. Oczywiście efekty specjalne były dodane i to nie w jednym miejscu ale nie są „oczojebne”.

Podsumowując: Idę na Mad Max’a Fury Road jeszcze raz bo był bardzo dobry i trzymał się kanonu i choć nie lubię Toma Hardy’ego to bardzo podobała mi się jego rola w tym filmie, Charlize Theron też niczego sobie, bo nie udawała tutaj jakiejś wielkiej feministki tylko była kobietą.

Pozdrawiam
//Dziadzia

O Dziadzia

Kilka słów o Dziadziu Urodził się 14.10.1992 roku w Świnoujściu. Hotelarz, muzyk, pisarz. Aktywny społecznie. Śmieszny gościu bo gdzie nie pójdzie tam go wyśmieją. Mieszkał głównie w północno-wschodniej Polsce. Powszechnie uważany za jeden z dziwniejszych Boskich tworów. Jako pisarz nie osiągnął jeszcze(jeszcze!) nic. Jako muzyk występował z paroma mniej lub bardziej znanymi osobami. Od pięciu lat próbuje swoich sił i mimo licznych wzlotów i upadków wciąż idzie i dąży do swego celu. Zresztą jego dewiza to słowa takie jak: "Aloha", "jest gites" Arogancki, ordynarny. Uważa, że bunt w walce o własne zdanie nie jest buntem a swoistą drogą wiedzy i doświadczeń. Jeśli chodzi o pisanie o sobie, nie lubi tego robić- cokolwiek by nie napisał i tak zabrzmi dziecinnie i narcystycznie. Pozdrawiam Bartosz, Robert, Tomasz, "Dziadek" Karski
Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.