MakroRecenzja – Jurassic World (2015)

Żyjemy w bardzo dziwnych czasach. Jest to okres, w którym kreatywność filmowa zaczyna powoli ograniczać się do wykorzystywania starych, sprawdzonych franczyz i mniej lub bardziej, bezczelnego odcinania kuponów. Remake’i, reboot’y, reedycje. Takie czasy.
Jurassic World w pewnym sensie należy do tych filmów. Bazuje na znanej marce. Ale mimo wstępnych obaw, wyszedłem z seansu całkiem zadowolony. I w tej recenzji chciałbym wam opisać czemu.

Jak to zwykle bywa przy recenzjach, trzeba pisać je tak, żeby zachęcić widza do samodzielnego zapoznania się z dziełem, oraz do własnej wypowiedzi w temacie.
Ale jednocześnie trzeba pamiętać o tym, żeby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów filmu. Żeby smaczki i niespodzianki wciąż były do samodzielnego odkrycia.

Fabularnie film dzieli to same uniwersum, co poprzednie trzy części.
Pojawiają się postacie, które odgrywały mniej lub bardziej znaczącą rolę w poprzednich filmach.
W dużym skrócie, główny wątek fabularny obraca się wokół tego, że żywe dinozaury nie są już „WOW!” i żeby podkręcić sprzedaż biletów w tytułowym „Świcie Jurajskim”. należy stworzyć własną bestię.
I jak to bywa w tej serii, bestia uwalnia się i zaczyna siać terror.

Niezaprzeczalnie, oglądając film, można zauważyć pewne zbędne motywy, klisze czy powtórzenia/zapożyczenia z poprzednich odsłon. Dziur i błędów też kilka się zdarzyło.
Osławione „Stalowe Obcasy” 😉

Rola główna przypadła Chris’owi Pratt’owi. I dochodzę do wniosku, że bardzo lubię tego aktora, jego styl i charyzmę. Kiedy potrzeba by był poważny, był śmiertelnie poważny. Kiedy miał być zabawny, był zabawny we właściwy, niewymuszony sposób. I co ciekawe, nie było w nim ani krzty Starlord’a ze „Strażników Galaktyki”. Tak, był zawadiaką i kozakiem, z którym się nie zadziera. Ale bliżej Indiany Jones’a i Dr Alan’a Grant’a (grany przez Sam’a Niell’a).

raptors

Efekty specjalne. I tu ukłon w kierunku specjalistów. Najwyższa klasa i poziom!
Dinozaury są jak prawdziwe! Aż do tej pory nie mogę wyjść z podziwu i zastanawiam się, które były wykonane metodami animatronicznymi, a które grafiką komputerową.

Muzyka była bardzo dobrze zbalansowana i dopasowana. Budowała klimat całego filmu.
Nawet wątek muzyczny z pierwszych filmów powrócił 🙂

Antagonistów w filmie było dwóch. Indominus Rex i Vic Hoskins.
Pierwszy to nasza genetycznie wyhodowana bestia, drugi to typowy wojskowy, który chce wykorzystać dinozaury w celach militarnych. Z tych dwojga, lepiej wypadła bestia. Bo postać Hoskinsa (mimo, że bardzo dobrze zagrana przez Vincenta D’Onofrio – Kingpin w serialu „Daredevil”), wypada blado i sztampowo.

960

Zbliżając się do podsumowania.
Jurassic World to solidny kawał zabawy w kinie. Zgrabny montaż, piękne efekty, muzyka i dobrze dobrany skład aktorski, na który złożyła się grupa bardziej i mniej znanych nazwisk.
Osobiscie polecam i daję 4 na 5 Wypadkowych Uśmieszków.

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.