MakroRecenzja – Rogue&Gambit #5

Panie i Panowie, witam Was po raz ostatni na wyspie Paraiso, gdzie w poprzednim odcinku para bohaterów (Rogue i Gambit) została skonfrontowana z samymi sobą. Dosłownie muszą walczyć z własnymi wspomnieniami – bolesnymi i przyjemnymi.

Niniejszy tekst będzie recenzją oraz ogólnym podsumowaniem mini-serii o Remym i Marie. Do Rogue & Gambit podchodziłem z dystansem i sceptycyzmem osoby, która nie jest fanem serii o mutantach. Wychowany na animacji z lat dziewięćdziesiątych oraz filmach z przełomu wieków, nie miałem żadnych wyobrażeń i oczekiwań. Obawiałem się, że seria mi się nie spodoba, jednak było zupełnie inaczej. Od pierwszych stron polubiłem głównych bohaterów, fabułę i humor zawarty na kartach tego komiksu.

Historia zatacza koło i zamyka zgrabnie większość wątków. Kilka nitek fabularnych pozostawia otwartych, aby scenarzyści mogli rozwinąć pewne postacie w przyszłości. Pierwsze kadry są nawiązaniem do plansz z zeszytu, który zapoczątkował przygodę na rajskiej wyspie. Kelly Thompson mnie nie zawiodła i mam nadzieję zapoznać się z innymi komiksami jej autorstwa. Zakończenie Ring of Fire jest idealne. Pełne dynamiki i kilku ciekawych zwrotów akcji.
Cieszę się, że aspekt, który bardzo doceniałem w poprzednich zeszytach został tutaj sprowadzony do minimum, ponieważ zaburzyłoby to harmonię albumu. Psychologia postaci, ich motywacje, uczucia oraz pragnienia nadal są ważnym elementem, ale nie przytłumiają najważniejszego, czyli rozwiązania tajemnicy, którą jest osoba Lavish.

Antagonistka okazuje się być postacią tragiczną tego utworu na równi z głównymi bohaterami. W wątek fabularny zgrabnie wpleciono wyjaśnienie jej pochodzenia. Nie jest to jednak pełna historia. Liczę, że jeszcze kiedyś ją zobaczę i poznam dokładniej, ponieważ uważam tę postać za lekki powiew świeżości na liście złoczyńców Marvela.

Kreska i kolory są jak zwykle wyśmienite. Dynamiczne, ostre i przyjemne w oglądaniu. Pere Perez i  Frank D’Armata stworzyli niezapomniane kadry i utrzymali wysoki poziom swoich prac do końca mini-serii. Plansze są nowoczesne, ruch w obrazie jest wyczuwalny. Klasa sama w sobie.

Pięć zeszytów, z którymi warto się zapoznać. Tym zdaniem mógłbym podsumować całość. Jeśli zależy Wam na dobrze zbalansowanej opowieści, gdzie humor swobodnie przepływa między wybuchami i psychologią postaci – Rogue & Gambit to komiks dla was. Każdy element jest tutaj dobrze dopasowany do siebie, dzięki czemu nie doświadczymy większych zgrzytów. Odbiór dzieła jest przyjemny jak promienie słoneczne na rajskiej plaży. Szczerze polecam i jestem ciekaw waszych odczuć względem tej propozycji od wydawnictwa Marvel.

Tekst oryginalnie opublikowany na stronie PLANETA MARVEL

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.