MakroRecenzja – Cosmic Ghost Rider #1 (2018 / Fresh Start)

Kosmos – ostatnia granica. Tymi słowami pewien kapitan zaczynał każdą nową przygodę. Marvel właśnie przekroczył tę granicę w najnowszej komiksowej serii Cosmic Ghost Rider o… Kosmicznym Ghost Riderze.

 

Frank Castle jest postacią z bogatą historią. Przeżył już wszystko i wydawałoby się, że nie da się już nic więcej wymyślić. Swoją karierę komiksową zaczynał jako weteran wojenny, któremu odebrano rodzinę. Od zwykłego śmiertelnika odróżniał się przeszkoleniem wojskowym, doświadczeniem w walce oraz niezrównaną determinacją, by odnaleźć morderców jego bliskich i ukarać ich za te czyny. Przydomek Punisher oraz charakterystyczna biała czaszka były jego znakami rozpoznawczymi. Kreowanymi przez scenarzystów zbiegami okoliczności był już potworem Frankensteina (FrankenCastle), Ghost Riderem, heroldem Galactusa i prawą ręką Szalonego Tytana – Thanosa.

Nowa przygoda Franka zaczyna się w Walhalli. Tak, Punisher umarł. Zginął rażony młotem Thora i trafił wśród innych poległych. Fakt, że nie jest Asgardczykiem wywoływał spięcia z innymi mieszkańcami nordyckiego świata zmarłych. Ciągiem przyczynowo-skutkowym, wywołanym przez specyfikę charakteru Franka, dochodzi do rozmowy z Wszechojcem Odynem, który “zwraca” (a raczej nadaje) mu moce oraz przenosi do wybranego punktu w czasie i przestrzeni.

Rose:

Nie wiem czemu, ale odkąd pamiętam to zawsze ciągnęło mnie do mrocznych książek czy filmów, których tematem przewodnim były wampiry, wilkołaki, wiedźmy czy inne potwory. Kiedy więc trafiła mi się możliwość przeczytania komiksu o Duchu Zemsty, czyli o Ghost Riderze, nie mogłam się powstrzymać i chwyciłam za ten jeden zeszyt. Czy nowo wydany tomik, napisany przez Donny’ego Catesa, jest warty zachodu?

Prawdę powiedziawszy, to jest najbardziej surrealistyczny i, kolokwialnie mówiąc, porąbany komiks, z jakim ostatnio przyszło mi się zmierzyć. Cosmic Ghost Rider jest swoistym połączeniem kosmicznej przygody, horroru, nordyckiej mitologii ze szczyptą specyficznego poczucia humoru. Mamy na początku krótkie streszczenie o burzliwym życiu Castle’a w postaci obrazkowych migawek, mamy dość słodko-gorzką scenę z Odynem oraz jeszcze dziwniejszą scenę na Tytanie. Wszystko to sprawia, że atmosfera tego jednego tomiku wydaje się być dość absurdalna. Z tego też powodu nie byłam pewna, czy całą historię brać na poważnie czy raczej z przymrużeniem oka. Ostatnia scena w szczególności zbiła mnie z pantałyku i zastanawiam się, jak opowiadanie pójdzie do przodu od tej pory…

Buarey:

Do Cosmic Ghost Rider podchodziłem z ogromną rezerwą. Kombinacja mocy anioła zemsty z Power Cosmic wydawała mi się przesadzona. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przeglądając kadry poznaje się starego, zmęczonego Punishera z długimi włosami. Pierwszy zeszyt kipi specyficznym humorem ukrytym w bardzo dobrze napisanych dialogach. Rozmowa Punishera z Odynem jest majstersztykiem, na który składa się cynizm Franka i stoicka postawa Wszechojca. Autorzy zgrabnie wplatają wątek z podróżami w czasie, który prowadzi do całej serii zabawnych sytuacji pod koniec albumu, sugerując, że pewna postać mogła stać się zła przez to, że spotkała Kosmicznego Ghost Ridera.

Rose:

Za stronę graficzną komiksu odpowiada Dylan Burnett, a za kolorystykę Antonio Fabela. Pod względem wizualnym ten jeden wolumin wygląda naprawdę świetnie. Z przyjemnością oglądało mi się te dwadzieścia kilka stron. Jest tu mnóstwo jasnych, żywych kolorów, które pięknie prezentują się w scenach w Walhalli. Dodatkowo kreska jest dość wyraźna, a mimika postaci dzięki temu wygląda bardzo autentycznie.

 

Buarey:

Kreska i projekty postaci są inne niż zwykle. Ostre linie nasuwają mi skojarzenie z animacjami takimi jak Samurai Jack. Nie znaczy to, że jest ubogo w szczegóły. Każdy kadr to feeria detali i drobiazgów. Kolory są stonowane i spokojne, dzięki czemu przechodzenie między stronami i przyglądanie się każdemu rysunkowi nie męczy czytelnika.

Rose:

Generalnie rzecz ujmując, to ciężko mi wskazać konkretne plusy i minusy jednego zeszytu. Jest to dopiero początek, myślę, że dość specyficznej historii. Na pewno będzie nieprzewidywalnie. Nie zabraknie też zarówno momentów poważnych, jak i tych zabawnych. Spodziewam się mnóstwa zwrotów akcji, zwłaszcza po tym, co zaserwowała nam końcówka pierwszego tomiku. Mam poczucie, że będzie bardzo ciekawie i wprost nie mogę się doczekać, co będzie dalej.

Cosmic Ghost Rider to niezwykle intrygująco zapowiadająca się seria. Nie mam praktycznie żadnych przypuszczeń i w sumie żadnych większych obaw mogących się odnosić do przyszłości tejże serii. Zastanawia mnie, w jakim kierunku pójdzie opowiadanie, bo jest to jeden z tych komiksów, które wbijają cię w fotel, ale jeszcze do końca nie wiesz, w jakim sensie. Generalnie jednak polecam przeczytać, jeżeli lubicie pomieszanie z poplątaniem.

 

Buarey:

Cosmic Ghost Rider jest jednym z dziwniejszych tworów, który wyszedł spod zdolnych rąk artystów zatrudnionych przez Marvela. Jest zabawny i przyjemny w odbiorze. Nie jest głupi i płytki, ponieważ skrywa w sobie psychologiczną nutkę, gdy zagłębimy się w dialogi. Absurdalność ostatnich kadrów tylko wzmaga chęć na kolejne zeszyty. Szczerze polecam i jestem ciekaw waszych opinii.

Rose (Vombelka) & Buarey

Premiarowa publikacja tego tekstu odbyłą się na Planeta Marvel

Ten wpis został opublikowany w kategorii MakroRecenzja i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.